Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gadam sobie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gadam sobie. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 24 lutego 2014
Wracam!
No dobra.. nie było mnie tu dwa lata. Po takim czasie to raczej nie wracam, tylko zaczynam wszystko od początku.
Ale to nic :) Wena twórcza we mnie nie umarła i od dziś znowu chcę należeć do grona blogerek craftowych. Eliankowe Poddasze przeszło remont generalny, żeby zapewnić mi świeży start. Witaj znowu, craftowy świecie :)
Tako rzekłam ja, Elianka!
środa, 18 stycznia 2012
Knit Pro Flair - opinia
Mam taki zestaw ( dostałam w prezencie od Mamy, dziękuję :*) :
![]() |
Zestaw drutów DELUXE Spectra Trendz ( zdjęcie ze strony Biferno) |
Druty są z akrylu, rozmiary od 3.5 do 8,0. Każdy rozmiar ma inny kolor. Akryl drutów nie jest twardym stukającym plastikiem tylko taką jakby bardzo twardą gumą. Druty zapakowane są w pojemną kosmetyczkę, która ma z tyłu przegródki na szydełka i kieszonki na inne drobiazgi jak np agrafki czy markery.
Może najłatwiej będzie je ocenić w systemie plusów i minusów:
+ Są najtańsze ze wszystkich zestawów ( chociaż zupełnie tanie to one też nie są :/).
+ Są wyjątkowo ładne mimo różu kosmetyczki :D
+ Zestaw zaspokaja wszelkie dziewiarskie potrzeby, są tam kluczyki do żyłek i cztery długości żyłek oraz chyba 8 nakrętek. Ja dokupiłam sobie jeszcze 1,5 żyłkę i zestaw przedłużek oraz kopertkę na nie. Ale nie jest to niezbędne :)
+ Włóczka gładko sunie po łączeniu drutu z żyłką.
+ Dobrze dokręcone nie rozkręcają się
+ Są ciepłe w dotyku
A teraz minusy
- Włóczka po akrylu niemiłosiernie skrzypi
- Przędza nie przesuwa sie po drucie płynnym ruchem jak po metalowych drutach, to zaleta przy wielo-oczkowych cieniutkich chustach, ale przy większych rozmiarach nie jest zbyt komfortowe.
- Cienkie druty są zbyt elastyczne, rozm 3,5 połamałam dwa razy. Raz dało się skleić ( to zaleta ), ale drugi raz drut złamał się w połowie :(
Ciężko mi wydać jednoznaczną opinię. Dokupiłam też rozm 3,0 drewniane i są w używaniu takie same jak plastikowe.
Jednak....zamiast złamanego druta kupiłam sobie metalowe... robi się na nich bajecznie.Włóczka sunie idealnie po drucie, nie wiadomo gdzie jest żyłka a gdzie drut tak niedostrzegalne jest łączenie. Robótka praktycznie robi się sama. Ale bardziej dziobie w palce :)
Podejrzewam, że zestaw metalowy to poezja, ale nie wyobrażam sobie zapłacić jednorazowo 350 zł za druty jak np za zestaw Symphonie Rose. Tu nie chodzi tylko o kwestię " stać czy nie stać", ale o taki zwyczajny zdrowy rozsądek :/
Aczkolwiek pojawiły się zestawy metalowe z dobrej cenie ( nie było ich wcześniej) np. TEN. Teraz bym pewnie wybrała te metalowe. Jeśli jeszcze któryś mi się złamie, to dokupię metalowe. Może sobie z czasem wymienię, a może nie. Ciesze się, że je mam.
Ale się rozpisałam :) Mam nadzieję, że komuś przydadzą sie moje dywagacje ;)
sobota, 7 stycznia 2012
Dlaczego mnie tutaj tak mało?
Na pytanie zadane w komentarzu uprzejmie odpowiadam :D - Bo nie mam nic do pokazywania.
Przed świętami wiadomo, sprzątanie, gotowanie, robiliśmy nawet mini remont (malowanie), nawet nie było warunków do robienia czegokolwiek innego.
Ze świąt wróciliśmy późno, ja wszędzie ze sobą ciągam worek z zaczętymi robótkami - dwa szaliki i chusta (dwie prace są z rożnych włóczek, ale w tym samym kolorze). Nic nie jest gotowe, chociaż niebieski szalik będzie na dniach.

To jest moja pierwsza chusta na drutach, ale nie wiem czy i kiedy ją skończę. Wyjątkowo pechowa jest. już TUTAJ się pojawiła m, kiedy to było...
To Angora Ram, więc chusta ma aktualnie jakieś 250 oczek na żyłce :/
Najpierw zabrakło mi włóczki, nie było jej w sklepach chyba dwa miesiące, potem domówiłam w e-dziewiarce, już inna partia farbowania i wełna jest ciemniejsza o ton. To nic, prawie tego nie widać.
Kiedy przystąpiłam do przerabiania tego bezmiaru oczek to.. złamał mi sie drut :(
Idę zamówić, tym razem metalowego knitka, bo złamał się akrylowy flair.
I oto dlaczego nic tu nie ma. bo... nic nie mam :D
Całuję wszystkich zaglądaczy :*
poniedziałek, 21 listopada 2011
Przyczajony tygrys ukryty dziergacz
Klęska urodzaju mnie dopadła.
Odkąd robótkuję, ciągle brakowało mi w Białymstoku spotkań kreatywnych ludzików, takich jak dawne Stonkowo, gdzie można było się ponatychać, poinspirować, pouczyć i pozazdrościć innym umiejętności.
A teraz - trzy na raz :D
W czwartek byłam na pierwszym spotkaniu Koła Gospodyń Miejskich. Dziś lecę znowu. Koło na razie się rozkręca, ale myślę, że stworzymy coś naprawdę fajnego. Jakby ktoś był zainteresowany, to wstępna godzina spotkań została ustalona na 18.00 , w poniedziałki.
Na sobotę na spotkanie Fiubździu zaprosiła mnie na spotkanie, ale na drugi koniec miasta. Bliżej mi było na Drutu-Tutu do Labalbalu. Szkoda, że w Labalbalu było nas tak mało. Czułam zdecydowany niedosyt :)
Tak czy owak, natychłam się konkretnie, popełniłam osobiście pierwszą skarpetę na drutach :D Nawet z piętą. Wydaje się noszalna, ale pokażę jak dorobi się towarzysza. Na skarpecie złamałam drut , na szczęście to był akrylowy flair z KP, Żakontraktowany naprawił i mam teraz jeden drut 6 mm krótszy od drugiego. Może to będzie motywacja, by zaczac wymieniać Flairy na metalowe? Cudne są te akryle, ale dźwięki wydają z siebie wcale nie relaksacyjne :/
Szukając wzorków na cienkie skarpetki odkryłam knitty.com. Hmm, a ja myślałam, że Raverly to kopalnia bez dna. Przepadłam.
TAKIE chcę. Ale to może później :D
Dziś bez zdjęć, same gadka szmatka. Buuuziak.
środa, 27 lipca 2011
Wyróżniono mnie!
Nie przepadam za łańcuszkami blogowymi, ale wyróżnienia od Glinki nie mogłam zignorować :)

Wyróżnione zostają wszystkie twórcze kobietki (i dwóch mężczyzn) z mojej listy blogowej. Codziennie zaglądam do nich po inspirację i dobrą energię. Nie wiem, czy jest ich 16, bo chyba nie popchnę wyróżnienia dalej...
7 rzeczy o mnie :)
Czemu nie, w sumie chętnie się wyflaczę:
1) Jestem bardzo roztrzepana, ciągle coś gdzieś gubię i o czymś zapominam. W zw. z tym bez kalendarza i telefonu czuję się mocno zagubiona.
2) Wiecznie jestem na diecie, przeważnie bez efektu
3) Uwielbiam czytać i wiecznie mam dylemat- książki czy hobby. Przeważnie wybieram kompromis - audiobooka
4) Mam słomiany zapał. Angażuje się w nowy projekt bez reszty, o niczym innym nie mogę mówić i myśleć, a potem rach ciach mi przechodzi. Czasem wraca fazami
5)Kocham prasować
6)Zbyt dużo mówię i niestety - niezbyt dobrze słucham. Ale staram się pracować nad sobą
7) Szklanka dla mnie jest zawsze do połowy pełna :) I to nie trucizny, jak twierdzi Woody Allen :D ( BTW pkt 8 bonusowy - postanowiłam obejrzeć WSZYSTKIE filmy Allena, zostało mi jeszcze 56...)
To się uzewnętrzniłam. O.

Wyróżnione zostają wszystkie twórcze kobietki (i dwóch mężczyzn) z mojej listy blogowej. Codziennie zaglądam do nich po inspirację i dobrą energię. Nie wiem, czy jest ich 16, bo chyba nie popchnę wyróżnienia dalej...
7 rzeczy o mnie :)
Czemu nie, w sumie chętnie się wyflaczę:
1) Jestem bardzo roztrzepana, ciągle coś gdzieś gubię i o czymś zapominam. W zw. z tym bez kalendarza i telefonu czuję się mocno zagubiona.
2) Wiecznie jestem na diecie, przeważnie bez efektu
3) Uwielbiam czytać i wiecznie mam dylemat- książki czy hobby. Przeważnie wybieram kompromis - audiobooka
4) Mam słomiany zapał. Angażuje się w nowy projekt bez reszty, o niczym innym nie mogę mówić i myśleć, a potem rach ciach mi przechodzi. Czasem wraca fazami
5)Kocham prasować
6)Zbyt dużo mówię i niestety - niezbyt dobrze słucham. Ale staram się pracować nad sobą
7) Szklanka dla mnie jest zawsze do połowy pełna :) I to nie trucizny, jak twierdzi Woody Allen :D ( BTW pkt 8 bonusowy - postanowiłam obejrzeć WSZYSTKIE filmy Allena, zostało mi jeszcze 56...)
To się uzewnętrzniłam. O.
wtorek, 19 lipca 2011
Koniec wakacji :(
Były, ale się skończyły :(
Tegoroczny urlop spędziliśmy w naszych ukochanych Bieszczadach.
Było bosko - pogoda cudna, tylko my dwoje, góry, woda i święty spokój...


Wieczorami, kiedy zeszliśmy ze szlaku , relaksowaliśmy się oglądając filmy, a ja spokojnie dłubałam :D

Niestety, wszystko co dobre za szybko się kończy i trzeba było wrócić do rzeczywistości i pracy... a pracy mam teraz dużo , oj dużo. W tzw. międzyczasie, pomiędzy pracą a praniem powakacyjnych ciuchów, skończyłam chustę. Wzór znany z moich chust, margerytkowy, a chusta udziana z jakiejś bawełny niewiadomego pochodzenia. Kolor był dla mnie nieprzysiadalny, ale znalazła się amatorka i na ten różyk :)

Do chusty powstał kwiat, żeby od różu zęby nie bolały

Ja chcę znowu w góry.. :( ale dopiero w maju pojedziemy tam znowu.....
Tegoroczny urlop spędziliśmy w naszych ukochanych Bieszczadach.
Było bosko - pogoda cudna, tylko my dwoje, góry, woda i święty spokój...


Wieczorami, kiedy zeszliśmy ze szlaku , relaksowaliśmy się oglądając filmy, a ja spokojnie dłubałam :D
Niestety, wszystko co dobre za szybko się kończy i trzeba było wrócić do rzeczywistości i pracy... a pracy mam teraz dużo , oj dużo. W tzw. międzyczasie, pomiędzy pracą a praniem powakacyjnych ciuchów, skończyłam chustę. Wzór znany z moich chust, margerytkowy, a chusta udziana z jakiejś bawełny niewiadomego pochodzenia. Kolor był dla mnie nieprzysiadalny, ale znalazła się amatorka i na ten różyk :)

Do chusty powstał kwiat, żeby od różu zęby nie bolały

Ja chcę znowu w góry.. :( ale dopiero w maju pojedziemy tam znowu.....
środa, 29 czerwca 2011
Ty się musisz bardzo nudzić...
To słowa, które słyszę najczęściej jak ktoś dowiaduje się o moich pasjach.
Nauczyłam się już z nimi nie obnosić, bo zawsze ktoś spojrzy na mnie lekceważącą i powie " JA, to nie mam czasu na TAKIE rzeczy " ( czyt. głupoty...).
W tym małym zdaniu kryje się strasznie duża dawka negatywnych emocji - jestem leniem, który ma nadmiary wolnego czasu i marnotrawi go na takie durne czynności. Inni ludzie, ci " lepsi" mają zajęty dzień od rana do wieczora rzeczami wagi zaiste pokroju fizyki kwantowej i nie mogą uronić choćby chwilki...
Każda z nas, pasjonatek wie, ile poświęceń i organizacji wymaga hobby. Ja tez mam pracę, która jest wymagająca i angażująca często więcej niż przysłowiowe 8 godzin.
Mam dom, rodzinę, męża z którym chcę spędzić czas, mam zwierzaki. Mam milion książek do przeczytania i setki filmów do obejrzenia.
Dobra dzieci nie mam - odpierając sztandarowy atak. Może to faktycznie sprawi, że porzucę swoje pasje. Nie wiem. Wiem tylko, że większość blogerek - crafterek ma małe dzieci i właśnie dzięki nim odkrywa swoją pasję np. do scrapowania.
Mój dzień wygląda tak:
W pracy jestem nią całkowicie zajęta, wracam do domu po południu, wykonuje te wszystkie domowe czynności, które wykonać trzeba- pranie, sprzątanie, gotowanie, czy cokolwiek trzeba zrobić.
Wieczorem kiedy mam już czas dla siebie muszę wybrać co chce robić. Nie mogę robić wszystkiego na raz. Kiedy idę do pracowni, nakładam na uszy słuchawki z nagranym audiobookiem, czasem puszczam film, który oglądam jednym okiem. . Owszem, mogłabym słuchać muzyki, albo oglądać telewizję, ale szkoda na to czasu, tak mogę robić dwie rzeczy na raz.
Nigdy nie leże przed telewizorem. Kiedy coś oglądam, zawsze mam w dłoni szydełko lub druty bądź cokolwiek. Kiedy oglądamy z mężem film - mogę to robić dziergając, nic mi nie umyka.
Moi znajomi nie mają nic przeciwko dzierganiu podczas spotkań towarzyskich, kiedy siedzimy odprężeni na kanapie z kieliszkiem wina. Biorę szydełko ze sobą wszędzie, dziergam kiedy mogę, a mam naprawdę niewiele czasu.
Czasem nie dosypiam, bo mam pilne zamówienie, które trzeba skończyć, ale nie przeszkadza mi to.
Często nie robótkuje. Siadam z książką i zamykam się w swoim świecie i znikam. Czytam przynajmniej jedną książkę tygodniowo. Czytam przed snem, czytam a komunikacji miejskiej i w przychodni u lekarza.
Kiedy mogę, idę z mężem na spacer, na rower, do kina, na kolację. To są tylko nasze chwile, których mamy mało ze względu na nasz tryb życia, nasza pracę.
Nie wiem , co to jest nuda.Każda chwila, każda minuta jest zbyt cenna , żeby ją zmarnować. Nigdy nie leżę patrząc w sufit. Nocą padam, aby następnego dnia wstać i znowu zapełnić szczelnie cały dzień. Żeby ani minuty nie zmarnować bezmyślnie. Bo jest jeszcze tyle rzeczy do zrobienia, tyle do nauczenia, tyle książek do przeczytania.
A czasu tak mało...
Dziś od bliskiej mi osoby usłyszałam - poświęcasz na pasje to zbyt dużo czasu. Zostaw to.
Nie mogę. Te pasje , to ja.
Nauczyłam się już z nimi nie obnosić, bo zawsze ktoś spojrzy na mnie lekceważącą i powie " JA, to nie mam czasu na TAKIE rzeczy " ( czyt. głupoty...).
W tym małym zdaniu kryje się strasznie duża dawka negatywnych emocji - jestem leniem, który ma nadmiary wolnego czasu i marnotrawi go na takie durne czynności. Inni ludzie, ci " lepsi" mają zajęty dzień od rana do wieczora rzeczami wagi zaiste pokroju fizyki kwantowej i nie mogą uronić choćby chwilki...
Każda z nas, pasjonatek wie, ile poświęceń i organizacji wymaga hobby. Ja tez mam pracę, która jest wymagająca i angażująca często więcej niż przysłowiowe 8 godzin.
Mam dom, rodzinę, męża z którym chcę spędzić czas, mam zwierzaki. Mam milion książek do przeczytania i setki filmów do obejrzenia.
Dobra dzieci nie mam - odpierając sztandarowy atak. Może to faktycznie sprawi, że porzucę swoje pasje. Nie wiem. Wiem tylko, że większość blogerek - crafterek ma małe dzieci i właśnie dzięki nim odkrywa swoją pasję np. do scrapowania.
Mój dzień wygląda tak:
W pracy jestem nią całkowicie zajęta, wracam do domu po południu, wykonuje te wszystkie domowe czynności, które wykonać trzeba- pranie, sprzątanie, gotowanie, czy cokolwiek trzeba zrobić.
Wieczorem kiedy mam już czas dla siebie muszę wybrać co chce robić. Nie mogę robić wszystkiego na raz. Kiedy idę do pracowni, nakładam na uszy słuchawki z nagranym audiobookiem, czasem puszczam film, który oglądam jednym okiem. . Owszem, mogłabym słuchać muzyki, albo oglądać telewizję, ale szkoda na to czasu, tak mogę robić dwie rzeczy na raz.
Nigdy nie leże przed telewizorem. Kiedy coś oglądam, zawsze mam w dłoni szydełko lub druty bądź cokolwiek. Kiedy oglądamy z mężem film - mogę to robić dziergając, nic mi nie umyka.
Moi znajomi nie mają nic przeciwko dzierganiu podczas spotkań towarzyskich, kiedy siedzimy odprężeni na kanapie z kieliszkiem wina. Biorę szydełko ze sobą wszędzie, dziergam kiedy mogę, a mam naprawdę niewiele czasu.
Czasem nie dosypiam, bo mam pilne zamówienie, które trzeba skończyć, ale nie przeszkadza mi to.
Często nie robótkuje. Siadam z książką i zamykam się w swoim świecie i znikam. Czytam przynajmniej jedną książkę tygodniowo. Czytam przed snem, czytam a komunikacji miejskiej i w przychodni u lekarza.
Kiedy mogę, idę z mężem na spacer, na rower, do kina, na kolację. To są tylko nasze chwile, których mamy mało ze względu na nasz tryb życia, nasza pracę.
Nie wiem , co to jest nuda.Każda chwila, każda minuta jest zbyt cenna , żeby ją zmarnować. Nigdy nie leżę patrząc w sufit. Nocą padam, aby następnego dnia wstać i znowu zapełnić szczelnie cały dzień. Żeby ani minuty nie zmarnować bezmyślnie. Bo jest jeszcze tyle rzeczy do zrobienia, tyle do nauczenia, tyle książek do przeczytania.
A czasu tak mało...
Dziś od bliskiej mi osoby usłyszałam - poświęcasz na pasje to zbyt dużo czasu. Zostaw to.
Nie mogę. Te pasje , to ja.
środa, 22 czerwca 2011
SztÓkateria, Kobieteria i Lucyna
Wiem wiem, dziwny ten tytuł :)
Już spieszę z wyjaśnieniami :)
W Białymstoku dwie zwariowane babeczki stworzyły niesamowite miejsce - SzÓkaterię.
To idealne miejsce dla wszystkich pofiksowanych rękodzielników, miejsce niesamowicie inspirujące :)
Od wczoraj w sklepie stacjonarnym Sztókaterii można kupić moje prace (na razie tylko te z tego posta, ale a pewno będzie więcej :)
Być może także będę prowadziła tam czasem kursy scrapbookingu :) Jak pomyślnie wiatry zawieją, być może już jesienią.
Wszystkich , którzy będą w Białymstoku zapraszam:
SztÓkateria
Zielona Kamienica
ul. Św. Rocha 5 lok 24
Białystok







To była reklama. Teraz Kobieteria.
Kobieteria to takie fajne stowarzyszenie inicjatyw kobiecych.
W zeszłym tygodniu te niesamowite istoty zorganizowały imprezę "Kobieteria na warsztat", gdzie można było nauczyć się niesamowitych rzeczy - od budowy silnika po sztukę medytacji.
Ja uczestniczyłam w warsztatach Cash Flow, czyli w grze planszowej, podczas której więcej pojęłam zasad ekonomii niż przez całe swoje dotychczasowe życie :D
Miałam także niesamowitą przyjemność uczestniczenia w warsztatach szycia, na których poznałam niesamowicie kreatywne dusze. Na warsztatach urodziła się Lucyna:

Oby było więcej takich miejsc jak Sztókateria i Kobieteria , nie tylko u nas, ale i na całym świecie.
Pozdrawiam serdecznie :*
Już spieszę z wyjaśnieniami :)
W Białymstoku dwie zwariowane babeczki stworzyły niesamowite miejsce - SzÓkaterię.
To idealne miejsce dla wszystkich pofiksowanych rękodzielników, miejsce niesamowicie inspirujące :)
Od wczoraj w sklepie stacjonarnym Sztókaterii można kupić moje prace (na razie tylko te z tego posta, ale a pewno będzie więcej :)
Być może także będę prowadziła tam czasem kursy scrapbookingu :) Jak pomyślnie wiatry zawieją, być może już jesienią.
Wszystkich , którzy będą w Białymstoku zapraszam:
SztÓkateria
Zielona Kamienica
ul. Św. Rocha 5 lok 24
Białystok







To była reklama. Teraz Kobieteria.
Kobieteria to takie fajne stowarzyszenie inicjatyw kobiecych.
W zeszłym tygodniu te niesamowite istoty zorganizowały imprezę "Kobieteria na warsztat", gdzie można było nauczyć się niesamowitych rzeczy - od budowy silnika po sztukę medytacji.
Ja uczestniczyłam w warsztatach Cash Flow, czyli w grze planszowej, podczas której więcej pojęłam zasad ekonomii niż przez całe swoje dotychczasowe życie :D
Miałam także niesamowitą przyjemność uczestniczenia w warsztatach szycia, na których poznałam niesamowicie kreatywne dusze. Na warsztatach urodziła się Lucyna:

Oby było więcej takich miejsc jak Sztókateria i Kobieteria , nie tylko u nas, ale i na całym świecie.
Pozdrawiam serdecznie :*
niedziela, 6 marca 2011
Kaziuki ad.2011
Tak się szczęśliwie złożyło, że memu osobistemu teściu na chrzcie dali Kazimierz, więc gdzież byśmy mogli spędzić Kaziuki jak nie w rodzinnym domu mego Zakontraktowanego Małżonka?
Ja, jako dobra synowa upiekłam tort - chałwowy z musem z porzeczek, kto nie jadł, jego strata :)



Na koniec clou programu - teściowa z teściem wyciągnęli specjalnie dla mnie kołowrotek SPRAWNY!!!
Kochana teściowa udzieliła mi instruktarzu co i jak i uprzędłam samodzielnie pół szpuli krzywizn z turkusowych merynosów ;D
Jak już załapałam o co kaman, to całkiem nieźle mi szło :D Może kiedyś coś udziergam z samodzielnie uprzędzionych nici... ojj fajnie by było.
Ja, jako dobra synowa upiekłam tort - chałwowy z musem z porzeczek, kto nie jadł, jego strata :)



Na koniec clou programu - teściowa z teściem wyciągnęli specjalnie dla mnie kołowrotek SPRAWNY!!!
Kochana teściowa udzieliła mi instruktarzu co i jak i uprzędłam samodzielnie pół szpuli krzywizn z turkusowych merynosów ;D
Jak już załapałam o co kaman, to całkiem nieźle mi szło :D Może kiedyś coś udziergam z samodzielnie uprzędzionych nici... ojj fajnie by było.
niedziela, 16 stycznia 2011
Ta ta ta tammmm (fanfary)
Proszę o fanfary, konfetti i orkiestrę dętą. I oklaski
Moje pierwsze DZIEŁO na drutach. Ahhahhaaaa
Szalik dla Zakontraktowanego.
Jest za wąski, za krótki i ogólnie bez sensu.
Ale jest pierwszy , równy, własnoręcznie robiony i Ślubny nosi (jak jest bardzo zimno).


A tak wygląda dzierganie w moim domu:
Bisou!
PS. Coco.nut - zrobiłam opis do chusty, ale nie mam pojęcia czy coś sie z niego da zrozumieć, nie umiem ich nawet odczytywać a co dopiero pisać :/ Ja nie jestem zdecydowanie opisowa, bardzo za to schematyczna
PS2. Mimo istotnych niedoskonałości mężowego szalik, nie spruję go nigdy bo to PIERWSZY. Kiedyś za 20 lat, kiedy będę mistrzynią dziewiarstwa jak Zdzid, Effcia albo Dorota, wyciągnę ten szalik i się porozczulam.
Kiss
piątek, 7 stycznia 2011
Postanowienie noworoczne :)
W tym roku pierwszy raz w życie zapisałam postanowienia noworoczne. Może dlatego, ze pierwszy raz czuje, że jestem nie do końca szczęśliwa ( no dobra - wcale).
Może tez dlatego, że 2010 był najgorszym rokiem w moim życiu a 2011 wcale nie zapowiada się lepiej...
BTW nie smęcić tu przyszłam a postanowieniach pisać:)
Oprócz tych sekretnych jest kilka jawnych - po pierwsze robić więcej zdjęć i nauczyć msię fotografować, po drugie - scrapować te zdjęcia.
I tworzyć więcej.
Na początek nowej drogi - dwa scrapy na wyzwania Scrapujących Polek
1) Artjournal.
Postanowiłam wybrać akurat to wyzwanie, bo bardzo mi przypomina Book of Me, którą kiedyś zaczęłam, a która zakończyła żywot na czterech stronach. Wyzwanie "Moje najwcześniejsze wspomnienie" i w ogóle idea SP-owych Artjournali wpisuje sie w podobną konwencję i będzie jej kontynuacją.

2. Mapka. Bo z kreatywnością u mnie kiepsko niestety :D
Będzie więcej, sporo tworzę ostatnio. Tak sobie myślę, że przez ten nadmiar utrudnień losowych emocje mną aż szarpią. A gdzie wyładowywać emocje jak nie w pracowni?
No.
To będzie więcej....
piątek, 24 grudnia 2010
środa, 8 grudnia 2010
Pozdrowienia z krypty
Jestem już dość długo na zwolnieniu i jeszcze trochę pobędę. Tyle czasu, który można by twórczo wykorzystać a ja na płask w wyrku. No cóż. Czasem trzeba.W łóżku za to świetnie się szydełkuje i robi na drutach. Mam na warszatacie aktualnie cztery szaliki i chusty, piątą udało mi sie nawet skończyć.
Nawet mi sie podoba mimo pewnych niedoskonałości wynikłych z braku koncentracji.
Nie jestem szalona. po prostu taka monotonna dłubanina niesamowicie mnie odpręża i pozwala oderwać myśli. Od wszystkiego od bólu i dyskomfortu też.




Trochę techniki. Wzór poniekąd z głowy, był podobny w sieci ,pochodził z Dropsa. Tylko tam było po cztery słupki koło siebie, ja pozbierałam je w pęczki po dwa i zmieniłam liczbę oczek.
Bordiurka z jakiejś japońskiej książeczki z moich zbiorów.
Jak ktoś chcę, to mogę tą chustę rozpisać, naprawdę jest prosta i zrobiłam ją w kilka dni. Mm na warsztacie cudną ananaskową a Angory Ram, tamta to dopiero sajgon techniczny :)
Robiłam szydełkiem nr 4,5, z włóczki po babci. nie mam pojęcia co to, na maca to akryl z wełną, może z moherem, bo jest delikatnie włochata.
Mam sporo włoczek po babci, która namiętnie robiła kiedyś na drutach, teraz już nie, ale włóczki trafiły do mnie. To był chyba jakiś sweter spruty, węzeł na węźle, bo włochata włóczka nie nadaje się do prucia.
Była szorstka, sztywna od brudu, bo włóczki leżały parę lat na strychu i śmierdziała stęchlizną :)
Teraz jest chustą , która jest mięciutka przytulna i bardzo mi się podoba.
Update 9 stycznia 2011
Kriss, Bea i Czerwinka prosili mnie o schemat na chustę, ale takowego nie było, bo powstał on z modyfikacji innych schematów.
Rysowanie schematu ręcznie okazało się dla mnie niewykonalne, więc mąż zrobił to za mnie.
Schemat na chustę, narysowany przez mojego męża w AutoCadzie :) chyba czytelny... Zaznaczam, że schemat jest mojego autorstwa , zezwalam na jego kopiowanie i rozpowszechnianie, ale z wyraźnym podaniem autora i źródła. Z góry dziękuję :*
Krótki opis- pierwsze kółeczko z 5 o.łańc, potem wewnątrz pęczków 3 o. łańc, pomiędzy elementami- 5. I cała filozofia.

Bordiurka z internetu, nie mam pojęcia skąd, miałam w swoich zbiorach na dysku. Pasowała, to zrobiłam

Miłego dziergania!
wtorek, 26 października 2010
Coś nowego
Postanowiłam nauczyć się czegoś nowego. Idzie mi opornie, bo druty zawsze były dla mnie czarną magią. Ale się nauczę. Bo chcę :)

Niewiele mnie tutaj ostatnio...
Ostatni miesiąc był dla mnie bardzo trudny. Okazało się, że są rzeczy, których w swoim życiu nie przewidziałam. Czeka mnie kilka tygodni lub miesięcy poważnego i kosztownego leczenia. Nie ma żadnej gwarancji, że się powiedzie... Ale trzeba być dobrej myśli.
Co nas nie zabije, to nas wzmocni.

Niewiele mnie tutaj ostatnio...
Ostatni miesiąc był dla mnie bardzo trudny. Okazało się, że są rzeczy, których w swoim życiu nie przewidziałam. Czeka mnie kilka tygodni lub miesięcy poważnego i kosztownego leczenia. Nie ma żadnej gwarancji, że się powiedzie... Ale trzeba być dobrej myśli.
Co nas nie zabije, to nas wzmocni.
wtorek, 3 sierpnia 2010
Nie mogłam się powstrzymać....
niedziela, 25 lipca 2010
Noc pełna wrażeń
piątek, 23 lipca 2010
Kartka ze sprośną niespodzianką
Przez ten upał nic mi się nie chce robić. Nie mam mnie tu, i nawet nie będę udawała, że tworzę :/
Minuty spędzone w szafie pod halogenami w ten upał nie należą do przyjemnych. Chwilowo zajęłam się innymi swoimi pasjami, ale wrócę tu - jak tylko się ochłodzi.
Dziś tylko taka karteczka na wieczorek panieński, z wykorzystaniem moich nowych stempli. Wyszła taka w stylu Dody :)

A jak się ją otworzy... to wyskakuje sprośna niespodzianka :>
Minuty spędzone w szafie pod halogenami w ten upał nie należą do przyjemnych. Chwilowo zajęłam się innymi swoimi pasjami, ale wrócę tu - jak tylko się ochłodzi.
Dziś tylko taka karteczka na wieczorek panieński, z wykorzystaniem moich nowych stempli. Wyszła taka w stylu Dody :)

A jak się ją otworzy... to wyskakuje sprośna niespodzianka :>
piątek, 2 lipca 2010
wtorek, 1 czerwca 2010
Chyba mnie lubicie :D
czwartek, 20 maja 2010
Scrapujące Polki
Chciałam posypać głowę popiołem. Nie wiem jak to się stało, ale istnienie tak cudownego serwisu jak Polki Scrapują i całkowicie umknął mojemu wzrokowi. Żyłam sobie w błogiej ignorancji do wczoraj. kiedy to Wiszka pokazała mi to cudowne miejsce w sieci.
Od razu się zagnieździłam i machnęłam na szybko kartkę na wyzwanie. Nic powalającego, po prostu chciałam mieć tam coś swojego. Kartka na wyzwanie # 6 z motylem.
Motyl ręcznie cięty, żaden tam puncher :D


I na koniec mały manifest :)
Od razu się zagnieździłam i machnęłam na szybko kartkę na wyzwanie. Nic powalającego, po prostu chciałam mieć tam coś swojego. Kartka na wyzwanie # 6 z motylem.
Motyl ręcznie cięty, żaden tam puncher :D


I na koniec mały manifest :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)










